Rejs po morzu Egejskim – listopad 2019

Morze Egejskie

“Piję więc za mój pierwszy w życiu rejs”

fragment utworu “Piję za rejs” – EKT Gdynia

Całkiem niedawno odbył się pierwszy rejs całkowicie samodzielnie zorganizowany przez nas. Chcielibyśmy się podzielić z Wami relacją która będzie zwieńczeniem tej przygody i miłą pamiątką dla nas samych. Nasz debiut w roli organizatorów odbył się na wodach morza Egejskiego a pływaliśmy pomiędzy wyspami archipelagu Cyklad. Początkowy plan rejsu był nieco inny ale… o szczegółach dowiecie się już za chwilę 😉

Przygotowanie do wypłynięcia

Nasz rejs rozpoczynaliśmy z Aten gdzie przylecieliśmy samolotem. Z lotniska od razu udaliśmy się do mariny Delta Kallithea skąd odbieraliśmy jacht i gdzie oczywiście rozpocząć się miała nasza podróż. Na ten rejs wybraliśmy jacht Sun Odyssey 439 w dość bogatej wersji wyposażenia o wdzięcznej nazwie “Elisavet”. Odbiór jachtu przebiegł sprawnie a stan techniczny nie wzbudził zasadniczo żadnych podejrzeń. Zostaliśmy poinformowani że musimy wrócić do mariny w piątek (czarter oczywiście zaczyna i kończy się w sobotę) i to dość wcześnie co wymusiło nieco zmianę planu rejsu jednak nie na tyle żeby to była jakaś rewolucja.

jacht_marina_folegandros
Nasz jacht podczas postoju w jednej z odwiedzonych podczas rejsu marin
Ształowanie
Wstępna pogadanka czyli szkolenie przed wypłynięciem

Po odbiorze jachtu załoga ochoczo wpakowała się na jacht. Była to chwila na pierwszą organizację: przydział koi, ształowanie rzeczy osobistych i omówienie podstawowej obsługi wnętrza jachtu gdzie bardzo szczegółowo omówiliśmy temat toalet. Następnie wszyscy wybraliśmy się na miasto na obiad a zaraz potem na zakupy – w końcu coś trzeba przez najbliższy tydzień jeść! Po zakupach ształowanie prowiantu i jacht był gotowy na kolejne morskie przygody. Przyszedł czas na przygotowanie załogi czyli niezbędne szkolenia. Co prawda każdy na jachcie miał już styczność z żeglarstwem jednak zdecydowana większość załogi nigdy nie żeglowała po morzu. Omówiliśmy więc zasady bezpieczeństwa, obsługę takielunku jachtu, silnika, świateł, radia… Opowiedzieliśmy co nas czeka i rozdzieliliśmy wachty.

Plan był prosty ale jednocześnie ambitny. Praktycznie od razy wypływamy z Aten i kierujemy się na Kretę bez zawijania do portu. Następnie z Krety płyniemy na Santorini by kolejno wracać już w stronę Aten z przystankiem na bliżej nie określonej wyspie “po drodze”. Prognoza wiatrowa nam zasadniczo sprzyjała – miał wiać dość mocny wiatr z północy który w kolejnych dniach miał się odkręcać na zachód.

Pierwsze godziny rejsu

Rejs czas zacząć! Zgodnie z planem z Aten wypłynęliśmy o 2200. Oczywiście z portu wychodził Kapitan ale czynny udział w manewrze brała cała załoga. Ateny nocą są przepięknie rozświetlone. Nie było jednak czasu na podziwianie widoków bo przed nami kawał drogi. Szybki klar na pokładzie i w drogę! Kapitan rozpoczynał rejs swoją wachtą. W kokpicie zostali jedynie chętni a pozostali, zwłaszcza Ci którzy mieli kolejne nocne wachty, położyli się po prostu spać. Po odpłynięciu od głównego szlaku wodnego w kierunku Aten wyłączyliśmy silnik i dalej płynęliśmy pod żaglami – wiało 4B.

Wiatr nam sprzyjał i ze względu na kierunek jak i siłę. Płynęliśmy baksztagiem na pełnych żaglach jednak spory ruch statków nie pozwalał na relaks w kokpicie. Dla świeżo upieczonych adeptów rejsów morskich zaskoczeniem było ile się dzieje na morzu w nocy i że pomimo pierwszeństwa (płyniemy w końcu na żaglach) musimy cały czas uważać na inne, często bardzo duże statki. Im dłużej płynęliśmy i im dalej od brzegu tym wiatr coraz mocniej się wzmagał. Z godziny na godzinę żagle były coraz bardziej zrefowane, ostatecznie do około 40% powierzchni. Nad ranem wiało już nie mniej jak 30 węzłów a coraz częściej zdarzały się szkwały ponad 38 węzłów. W tych warunkach udało się zrobić rekord rejsu chwilowej prędkości jachtu – 8,5 węzła! Fale – średnio 2,5 m ale nie rzadko zdarzały się większe, znacznie przekraczające 3 m! Pomimo dość sprzyjającego kierunku fali – od rufy – Posejdon zażądał daniny od sporej części załogi…

Sztormowanie

Nastał pierwszy świt rejsu a tym samym zaczął się kolejny dzień na morzu. W tych sztormowych warunkach płynęliśmy od około 0100 i niestety nie zapowiadało się by miało choć trochę odpuścić. Jeśli ktoś nie musiał pracować to raczej leżał pod pokładem próbując zatrzymać zawartość żołądka na miejscu bo Posejdon dalej domagał się swego. Samo leżenie też nie należało do łatwych gdyż bujało nami na tyle mocno że człowiek samoistnie przesuwał się po koi. Mało kto był głodny a może bardziej na tyle odważny żeby próbować jeść także wachta kambuzowa nie miała za wiele do roboty. Pomimo nie najłatwiejszych warunków rejs trwa w najlepsze a my dzielnie płynęliśmy najkrótszą możliwą drogą na Kretę. Jacht sprawował się bardzo dobrze choć w kojach rufowych bardzo głośno było słychać pracę steru.

milos_w_oddali_z_jachtu
Ziemia obiecana czyli zachodnia strona wyspy Milos z pokładu naszego jachtu

Na swojej następnej wachcie Kapitan podjął decyzję by nadłożyć nieco drogi i schronić się za wyspą Milos w okolicy której akurat przepływaliśmy. Wyspa miała nas trochę osłonić od wiatru i fali by dać odpocząć zmęczonej załodze. Faktycznie pomogło! Jak tylko fala nieco zelżała to załoga od razu pojawiła się na pokładzie. Szybka kalkulacja że na Kretę zostało co najmniej 20 godzin (za nami było 12 godzin sztormowania). Świeża prognoza pogody nie zapowiadała zmian na lepsze a wręcz miało być trochę gorzej… Po krótkiej dyskusji podjęliśmy decyzję o zmianie planu rejsu – nie płyniemy na Kretę. Plan na najbliższą noc to postój na kotwicy w zatoczce przy wyspie Milos. Co będzie dalej zdecydujemy przy kolacji. Załoga odetchnęła z ulgą…

Stawianie kotwicy

zrzucanie_pontonu
Zrzucanie pontonu przed stawaniem na kotwicy
pilot_na_pontonie
Pilot na pontonie czekający na sygnał do startu

Około godziny 1600, czyli 18 godzin po wypłynięciu z Aten, dopłynęliśmy w okolice zatoczki gdzie mieliśmy spędzić najbliższą noc. Mniej jak milę od brzegu zrzuciliśmy żagle, odpaliliśmy silnik i przygotowaliśmy załogę na nowe zadania. Tuż przed tym przez chwilę w okół jachtu pływały delfiny co uznaliśmy za dobry znak.

Dla małego urozmaicenia Kapitan postanowił wykorzystać ponton jako pilota sprawdzającego dno. Siłami załogi ponton uzbrojony w silnik wylądował w wodzie a dwóch ochotników zameldowało się na jego pokładzie. Przed rozpoczęciem działań obowiązkowe sprawdzenie działania silnika przy pontonie i dopiero wówczas odpięcie liny holowniczej. Nasi dzielni akwanauci na ustalony znak sygnał pełni werwy ruszyli na badania. Ku zaskoczeniu wszystkich silnik na pontonie bardzo szybko odmówił posłuszeństwa! Zgasł i nie chciał za żadne skarby odpalić. Załoga pontonu od razu rzuciła się do wioseł. Niestety wiosła niewiele pomogły gdyż był bardzo silny prąd wypływający z zatoki. Ostatecznie trzeba było przerwać manewr kotwiczenia i ratować nieszczęśników którzy coraz dalej wypływali na pełne morze.

Postój przy Milos

Po szczęśliwym wyłowieniu “rozbitków” podjęliśmy drugą próbę rzucenia kotwicy – wszystko udało się bez najmniejszych problemów. Po niezbędnym sklarowaniu jachtu przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Załoga praktycznie od razu wprost rzuciła się do wody! Morze Egejskie pod koniec października ma temperaturę zbliżoną do Zatoki Puckiej w gorące lato czyli było wystarczająco ciepłe żeby popływać. Po tej chwili przyjemności zaczęliśmy przygotowywać obiadokolację która jak to często bywa przeciągnęła się do późnych godzin nocnych: integracjom i morskim opowieściom nie było końca…

kotwica_pod_milos
Przygotowanie do rzucenia kotwicy pod Milos
nowy_plan_rejsu
Rozmowy nad nowym planem rejsu

Rano obudziliśmy się w tym samym miejscu czyli kotwica rzucona była poprawnie. Wypływamy o 1100. Do tego czasu każdy zajmował się swoimi sprawami. Próbowaliśmy ustalić przyczynę awarii silnika pontonu. Udało się dociec że paliwo nie dochodzi do gaźnika. Dlaczego? Nie wiadomo ale stawiamy na awarię pompy paliwa. Trudno – ponton wrócił na pokład. W międzyczasie ustalaliśmy nowy przebieg rejsu, załoga przygotowała śniadanie, posprzątała po imprezie a znalazł się nawet śmiałek który odwiedził Milos – popłynął wpław! O wcześnie ustalonej godzinie zaczęliśmy podnosić kotwicę – tym razem manewr całkowicie spoczywał na barkach pierwszego oficera.

Droga na Folegandros

Kotwica podniesiona i obraliśmy nowy kierunek – wyspa Folegandros! Dalej mamy płynąć na Santorini by następnie wracać już w kierunku Aten. Wiatr znowu nam sprzyja. Wieje już znacznie mniej: 3 do 4 B. Nasza średnia prędkość to 4,5 węzła co jest idealną prędkością na całodzienny rejs na zaplanowanym odcinku. Co prawda wiar miejscami całkowicie „zdychał” tak że trzeba było płynąć na silniku ale były to krótkie odcinki. Fala, która jeszcze nie zelżała, nie powodowała już strachu i odruchów wymiotnych ale bardzo przyjemne kołysanie. W ciągu dnia praktycznie cała załoga siedziała w kokpicie. Było tak miło i przyjemnie że przydział wacht praktycznie się zatarł i to nie tylko dla wacht nawigacyjnych ale i dla kambuzowej! Obiad przygotowywaliśmy wspólnie w kokpicie podczas przelotu.

gotowanie_na_jachcie_falegandors
Gotowanie na jachcie podczas przelotu. W tle wyspa Folegandros

Pierwszy port – Folegandros

Późnym wieczorem tegoż samego dnia wpłynęliśmy do portu Karavostasis na wyspie Folegandros. Na lądzie przywitał nas przemiły Coast Guard który przy okazji sprawdzenia dokumentów opowiedział nam gdzie tak naprawdę jesteśmy. Otóż w Karavostasis nie ma sklepu ani restauracji a dwie kawiarnie są już dawno zamknięte. Do najbliższej miejscowości (Folegandros) gdzie jest sklep (choć o tej porze również zamknięty) są 4 km a ostatni autobus już tego dnia odjechał – następny ma być rano. Po szybkiej kolacji niewiele myśląc ruszyliśmy na spacer do Folegandros. Szliśmy całkowicie ciemną górską drogą wytyczoną w wąwozie. Po drodze słyszeliśmy cykady, minęliśmy mały kościół oraz kilka samotnych domów a nawet kilka stad dzikich kóz. Na miejscu zastaliśmy wymarłe miasto więc nie dużo myśląc zawróciliśmy się do jachtu.

omawianie_wychodzenia_z_folegandros
Omawianie manewru wychodzenia z portu z załogą

Rano rozdzieliliśmy się – część załogi pojechała autobusem do Folegandros, cześć została na miejscu. Wyruszamy dalej o 1100 i nie czekamy na spóźnialskich! Na szczęście wszyscy dotarli na jacht o czasie targając ze sobą uzupełnienie zapasów jedzenia. Wrócili na piechotę gdyż jak nie trudno się domyśleć innego transportu powrotnego zwyczajnie nie było. Wychodzimy z portu i kierujemy się na… wyspę Nexos! Sprawdziliśmy prognozę wiatrową i płynięcie na Santorini byłoby strzałem w kolano. Jutro miało przestać wiać co wymusiłoby na nas bardzo długi rejs na silniku a my przecież przyjechaliśmy tu żeglować! Ta decyzja spotkała się ze zrozumieniem choć nie wszyscy byli zachwyceni. Cóż – będzie po co wrócić na Cyklady 😉

Droga do Naxos

Podczas drogi na Naxos bawiliśmy się nie gorzej jak dzień wcześniej. Wszystkim dopisywały humory a przydział wacht znowu nie istniał. Ruch na morzu co prawda spory więc trzeba było bardziej uważać ale warunki wręcz wspaniałe! W międzyczasie umówiliśmy serwis do silnika zaburtowego – miał być następnego dnia rano w porcie. Tak nam minął kolejny dzień i znowu późnym wieczorem zobaczyliśmy port w Naxos.

humory_w_drodze_na_nexos
Jak widać humory w drodze na Naxos wszystkim dopisywały

Pierwsze miasto – Naxos

Naxos było pierwszym miastem z prawdziwego zdarzenia jakie odwiedziliśmy od wypłynięcia z Aten. Pomimo późnej pory (cumowaliśmy około 2100) ruch w okolicy portu był duży. Marina była już znacznie ciaśniejsza od poprzedniej. Mimo wszystko bez większych problemów udało się bezpiecznie przycumować do nabrzeża. Klar zrobiony, cuma elektryczna podłączona – czas iść w miasto! Krótki research po rejonie i ostatecznie poszliśmy na piwo do knajpy. Na kolację tym razem był kebab. Sprawdzaliśmy prognozę pogody i ustaliliśmy że wypływamy o 2200 następnego dnia. Zgodnie z wcześniejszą prognozą miało nie wiać więc bez sensu płynąć na silniku cały dzień skoro można tę samą trasę zrobić w nocy – teraz czas na wakacje!

Rano po śniadaniu załoga ruszyła na zwiedzanie wyspy a my zostaliśmy by poczekać na serwis silnika. Z umówionej 0900 w czysto greckim stylu zrobiła się 1200. Pomimo straconej połowy dnia dobrze że zostaliśmy na jachcie. Promy przypływające do portu w Naxos robiły tak dużą falę w marinie że trzeba było co chwilę korygować napięcie cum i kotwicy – wachta trapowa podczas postoju w Naxos to konieczność! Silnik zaburtowy na szczęście udało się naprawić – mechanik coś pogrzebał i chwili silnik zaczął normalnie zapalać. Krótki test na wodzie pod obciążeniem – wszystko działa i w końcu będziemy mogli z niego korzystać.

oczekiwanie_na_serwis
W oczekiwaniu na serwis

Zwiedzanie wyspy Naxos

widok_na_naxsos
Niezwykle urokliwy widok na bramę do świątyni Apolla

Tego dnia wachta kambuzowa miała wolne gdyż jedliśmy na mieście. Oczywiście “na raty” gdyż cały czas ktoś musiał pilnować jachtu by nie uderzyć w nabrzeże. Do Naxos promy przypływają mniej więcej co godzinę! Oczywiście w międzyczasie uzupełniliśmy zapasy wody i jedzenia. W końcu i my udaliśmy się na wycieczkę po Naxsos. Miasto urzekło wszystkich. Wąskie urokliwe uliczki, klimatyczne knajpki i pustynno górski klimat w okół miasta oraz oczywiście brama do świątyni Apolla.

Taki wolny, czysto wakacyjny dzień, bardzo nam się przydał i naładował akumulatory. Tuż przed wypłynięciem spróbowaliśmy swoich sił w łowieniu ryb – niestety nic nie złowiliśmy. Ryby jakoś wolały pójść w ręce lokalnych amatorów wędkarstwa. Wypłynęliśmy planowo – kierunek wyspa Kithnos. Tam krótki odpoczynek i dalej już płyniemy w kierunku Aten. Niestety całą drogę musieliśmy płynąć na silniku gdyż wiatru praktycznie nie było…

zaloga_jezdzi_po_naxsos
Część załogi wypożyczyła skutery by dokładniej zwiedzić wyspę.

Odpoczynek na Kithnos

doplywamy_do_kithnos
We mgle i na silniku dopływamy do wyspy Kithnos

Do mariny w Loutra na wyspie Kithnos przypłynęliśmy około 0800. Do nabrzeża przybijał pierwszy oficer – poszło bardzo sprawnie. Zgodnie z przewidywaniami całą drogę płynęliśmy na silniku. Na szczęście wieczorem miało się rozwiać czyli znowu wypłynięcie o 2200 i kolejny nocny przelot – w planie na żaglach. Tego dnia znów odpoczywaliśmy: plażowanie, kąpiele i w wodzie i słoneczne, obiad w restauracji no i degustacja lokalnych trunków. Wyraźnie widać było koniec sezonu gdyż miasteczko było opustoszałe a większość budynków pozamykanych – trochę jak na Folegandros.

Kapitan uznał że popłynie pontonem do pobliskiej zatoczki pozwiedzać. W jedną stronę poszło gładko. Niestety powrót nie był taki łatwy gdyż silnik znowu zdechł i nie chciał zapalić! Tym razem zablokował się szarpak… Następni chętni nie mieli ochoty na wiosłowanie więc ponton wrócił na swoje miejsce. Wzięcie za to miało wędkarstwo. Jako że morze Egejskie jest bardzo przejrzyste widać było mnóstwo ryb w marinie. Kolejny jednak raz były sprytniejsze od nas…

kapitan_na_pontonie
Kapitan próbujący odpalić silnik

Wypłynęliśmy zgodnie z planem i obraliśmy kurs mniej więcej na Ateny. Gdzieś po drodze chcemy zatrzymać się jeszcze na chwilę by ogarnać ostatecznie jacht przed portem macierzystym. W marinie mamy być następnego dnia około 1500 na checkout przed oddaniem.

Droga powrotna

sprawdzanie_pozycji
Pierwszy sprawdzający pozycję jachtu

Historia naszego rejsu zatoczyła koło. Podczas ostatniego przelotu warunki na morzu były podobne, choć lżejsze, jak podczas pierwszego. Gdy wypływaliśmy wiało zaledwie 3B ale wiatr ciągle się wzmagał. Ostatecznie nad ranem wiało około 6B i tak zostało do końca dnia. Fala jeszcze nie zdążyła się zbudować więc żeglowało się po prostu wspaniale. Posejdon był tym razem dla nas łaskawy. W planie mieliśmy zrobić krótki postój na kotwicy około 800 w okolicach Palaia Fokaia jednak warunki żeglarskie były tak fajne że przesunęliśmy to w czasie. Zwyczajnie szkoda było się zatrzymywać.

W końcu jednak trzeba było a zatrzymaliśmy się około 1200 tuż przed samymi Atenami. Mieliśmy godzinę drogi do naszej docelowej mariny a tym samym około 2 godziny na porządne umycie jachtu i wstępny klar pod pokładem. Cała załoga zabrała się do pracy dzięki czemu zdążyliśmy. Udało się nam nawet naprawić silnik zaburtowy! Wadliwy okazał się mechanizm skrzyni biegów który w jakiś dziwny sposób nie chciał ustawić się na luzie i bieg był cały wybrany. Blokowało to szarpak i przez to nie można było nim ruszyć. Nasz pokładowy mechanik poradził sobie z tym problemem.

sprzatenie_widoki
Dzięki krajobrazowi sprzątanie nie było specjalnie uciążliwe

Powrót do Aten

gotowosoc_przed_wejscie_do_portu
Pełna gotowość przed wejściem do portu w Atenach

Niestety rejs dobiega końca. Po skończonym sprzątaniu ruszyliśmy na jego ostatni etap. Obok nas w kierunku Aten płynęło sporo jachtów a to znak że nie tylko nasz rejs się kończy. Godzina 1500 wynika z tego iż dno jachtu jest zawsze sprawdzane przez nurka. Zdecydowanie łatwiej to zrobić gdy jeszcze jest jasno. Zdążyliśmy na czas. Nasz port docelowy był ciasno zastawiony jednak Kapitan bez problemu wymanewrował w nasze miejsce postojowe. Przy ostatecznym ustawianiu jachtu pomagała załoga firmy czarterowej. Jacht został sprawdzony i przyjęty. Zgłosiliśmy zauważone usterki jachtu i nie było do nas żadnych pretensji. Zgodnie z umową mogliśmy zostać na noc a pokład musieliśmy upuścić do 1000 następnego dnia.

Tu też kończy się nasza żeglarska przygoda. Pozostały czas spędziliśmy na zwiedzaniu Aten – obowiązkowy zestaw turystyczny zaliczony! Rejs podobał się całej załodze choć pozostał lekki niedosyt. Dlatego do Grecji na pewno jeszcze wrócimy by zobaczyć inne wyspy Cyklad a przede wszystkim nieodżałowane Santorini. Na Kretę oczywiście dalej mamy ochotę i na pewno nie odpuścimy opłynięcia tej wyspy. To na pewno nie będzie nasz ostatni rejs w tej okolicy!

kapitan_patrzy_w_dal
Na horyzoncie czeka kolejna przygoda…

Skład załogi

Funkcja na pokładzieImię i nazwisko
KapitanPiotr Tereszczuk
1. oficerBartosz Skelnik
2. oficerWojciech Stachyra
FotoreporterKacper Grzelak
MechanikMarcin Kuptz
AdwokatPaweł Latek
Szef kuchniAnna Rokoszewska
HistorykAndrzej Rokoszewski
DJPiotr Ziarkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Nasi partnerzy:
Yacht Club Rewa Dynamic Marketing Studio Wdkarstwo Morskie Wadysawowo
Yacht
Club
Rewa
Dynamic
Marketing
Studio
Wędkarstwo
Morskie
Władysławowo
Witamy!GaleriaArtykułyUsługiRezerwuj terminKontakt
O nasRegulaminPolityka prywatności
© 2020: No To Szot | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
Zadzwoń
Prowadź